Kurs Nowe Życie 15-17.04.2016

Kurs Nowe Życie w Pogórzu 15-17.04.2016

Jestem szczęśliwa, że byłam obecna na kursie „Nowe Życie. Doznałam wielu przeżyć i nauczyłam się modlić razem ze Wspólnotą. Pogłębiłam swoją wiarę. /Maria/

Wydawało mi się, że żyję zgodnie z wolą Boga, ale podczas tego kursu uświadomiłam sobie, jak wiele jeszcze mam obszarów, których nie chcę wypuścić ze swojej ręki, gdzie chcę kierować – królować. Na tym kursie przyszedł czas na oddanie tych sfer Jezusowi z pełnym zaufaniem, że On się nimi zajmie. Wierzę w Jego prowadzenie i w to, że się zawsze troszczy o mnie i moich bliskich. /Teresa/

Przed przyjechaniem na kurs Nowe Życie byłem w stanie depresji, smutku i zwątpienia w celowość mojego istnienia. Ten kurs umocnił mnie, ukazał mi niezwykłą i nieskończoną Miłość Boga, mojego Stwórcy do mnie. Dał mi nadzieję i wiarę w to, że Jezus będzie zawsze ze mną, cokolwiek by mnie nie spotkało, i że zawsze mogę liczyć na Niego, Jego pomoc. Pewnie czeka mnie jeszcze niejedna walka i trudność, ale jeśli Bóg jest ze mną, to któż przeciwko mnie? Jezu, ufam Tobie. /Jacek/

Podczas modlitwy wstawienniczej poczułam powiew, delikatny wietrzyk obecności Ducha Świętego. Czułam, jakby moje ciało, stopy, delikatnie odrywały się od ziemi i wznosiły w górę. Odczułam ten powiew również nozdrzami, jakbym karmiła się tą obecnością Ducha Świętego, wdychała do swojego ciała. Kołysał mnie delikatnie. Zrzuciłam na spowiedzi ciężki bagaż grzechów z przeszłości i poczułam dużą ulgę i pokój. /Kasia/ 

Na tym kursie odnalazłam motywację do systematyczności w modlitwie. Kurs pozwolił mi dostrzec, iż często zakładałam maski, które osłaniają moją tożsamość oraz odpychają ode mnie innych. W trakcie modlitwy o Ducha Świętego szczególnie odczułam Jego obecność. Przy nim byłam dzieckiem i tak też się zachowywałam. Duch Święty przyszedł do mnie jeszcze przed modlitwą wstawienniczą, która tylko umocniła we mnie Jego obecność. Ten kurs odblokował moje mury, które zamykały mnie na innych ludzi. Zaczęłam częściej rozmawiać o sobie, przeszłości, itp. Zrozumiałam, że Jezus jest moim Panem i oddałam mu moją przeszłość, wspomnienia, przyszłość i każdą decyzję. Gdy to zrobiłam czułam się wolna. /Natalia/

Choć zabrzmi to paradoksalnie miałam odwagę przyjechać na Nowe Życie ze śmiertelną chorobą raka. Niedawno nie widziałam perspektyw, nie potrafiłam myśleć o przyszłości, snuć planów, ale jednocześnie w tym czasie rodziła się we mnie potrzeba Kościoła. W chorobie szukałam pocieszenia, bliscy i dalecy, po ludzku nie wiedzieli jak mi pomóc, ale poczułam, że mój ratunek jest w Kościele, we wspólnocie od którejś kiedyś sama się odłączyłam wierząc, że służąc Bogu w pracy i tworząc misję mojego życia, jej nie potrzebuję. Czuję dzisiaj, że dostałam NOWE ŻYCIE. Obcy mi ludzie, obcy ale bracia w Chrystusie, umocnili mnie w wierze, pokazując mi, że nie wiem czy zostanie mi pięć dni życia czy piętnaście jest w posłudze Kościoła, żywego Kościoła za którym tak tęsknie. Wierzę, że Bóg mnie nie opuści w roku miłosierdzia i swoje miłosierdzie ukarze. Już mi sił brakowało, by prosić o zdrowie. Był też lęk, że nie zasługuję aby Go o to prosić, bo dlaczego ja? Choć staram się służyć, dwadzieścia pięć lat temu postanowiłam służyć organizacją pielgrzymek, ewangelizować i służyć Kościołowi. Dzisiaj widzę, jak bardzo było to moje i nie Boże. Dzisiaj zapraszam w tę przestrzeń Pana, bo jest moim Panem, Panem mojego życia. Bóg nie zapomina o swoich sługach, tylko Pan Bóg zna moją godzinę. Wczoraj usłyszałam „w imię Jezusa Chrystusa” uzdrów... i słowo Psalmu 107, 19-20, że Bóg zabiera trwogę i Jego Słowo mnie uleczy. Wkrótce tomografia i choć boję się, to wierzę, że Bóg potwierdzi ten wynik uzdrowienia, ale jeżeli nie, to na pewno mnie uwolnił od trwogi. Jezu, ufam Tobie. Chciałabym głosić o chwale Bożej i dawać świadectwo. /Ewa/